Wchodzę na salę wykładową.

Na środku pokoju stoi misternie zbudowana konstrukcja: stół, krzesło, a na szczycie rzutnik.

Wokół tego wszystkiego uwija się starszy pan.

TAK... to historia naszej polskiej fotografii - Jerzy Lewczyński.

Historia, ale jakże żywa, realna i zmaterializowana.

Dla mnie, nowej adeptki szkoły fotograficznej, to nie lada gratka.

Następuje krótkie, oficjalne powitanie...

Gasną światła i z rzutnika kolejno wypływają obrazy-zdjęcia.

Pan Jerzy barwnie opowiada o bohaterach zamkniętych w kadrach slajdów: zwyczajnych ludziach, o ich losach, historii powstania zdjęć.

I staje się coś dziwnego, niesamowitego, osoby i miejsca ze zdjęć ożywają na nowo - staję się świadkiem tych historii.

Następuje reinkarnacja i przeniesienie w czasie.

Ludzie, czas i miejsca uwalniają swój cały potencjał życia... to zupełnie niewiarygodne wrażenie.

Zdjęcia te nabierają dla mnie nowego wymiaru.

Stają się żywymi, trójwymiarowymi i nasyconymi emocjami hologramami historii życia Lewczyńskiego.

Są one obrazem jego wrażliwości, świadectwem ogromnej pasji i miłości do fotografii.

Trzygodzinne spotkanie dobiegło końca.

Jeszcze tylko grupowa fotka ze ZWYCZAJNIE NADZWYCZAJNYM fotografem

Jerzym Lewczyńskim.

Elżbieta Drewniak

Październik 2007

1 rok MFF Kwadrat