Plener widziany przez otworek

Pierwszy skrawek światłoczułego papieru - kompletnie czarny. Drugi - zupełnie czarny. Trzeci – podobnie... Sobotni poranek w Jagniątkowie, mimo pięknej zimowej pogody, okazał się jednym z najchmurniejszych dni w mojej przygodzie z fotografią. Jednak pozostali uczestnicy pleneru doskonale sobie radzili. Co chwila wybiegali z ciemni kolejni zapaleńcy, z nieukrywaną dumą machając mokrymi negatywami, na których rysowały się wyraźne kształty i zachęceni sukcesem pędzili dalej, by „zdjąć” kolejny fragment otoczenia, zrobić portret, czy owo niezdefiniowane „coś...” Trochę im zazdrościłam, ale jednocześnie miło było patrzeć, że to, co jeszcze kilka godzin temu było oklejoną taśmą izolacyjną puszką po orzeszkach, czy kremie nivea teraz oto robiło zdjęcia! Jeszcze przyjemniej było patrzeć, że wszystkim sprawia to niekłamaną radość...

Ale dlaczego to moja puszka jest nieszczelna? Już miałam się poddać, schować pod kołdrą i wyjść jak już wszyscy pójdą spać i zapomną o całym zamieszaniu, albo wynegocjować od kogoś niechciany kawałek negatywu. I wtedy sprawca całego zamieszania, niejaki - Karol K. - rzucił: nie poddawaj się. Bardzo motywujące, prawda? O dziwo - tak. Dlaczego nie powalczyć do ostatniego skrawka papieru? To była realna granica. Trochę naciąganej matematyki, trochę szczęścia, trochę zaklęcia „teraz albo nigdy”, osiem sekund pozowania przed uszczelnioną kamerą i proszę... światło zostało poskromione!

Prezentacja naszych zdjęć plenerowych... To był magiczny wieczór. Ciarki na plecach, wstrzymany oddech... Trudno powiedzieć, gdzie przeniosła nas nasza otworkowa fotografia „obudowana” muzyką dobraną przez Karola.... Może to najbardziej nieadekwatna z refleksji, ale czułam, że umieram, że patrzę na świat, który odbija dusze, które jeszcze się nie narodziły, lub żyły wiele lat temu. I że nikt z nas nie wiedział, dokąd idzie, zaczynając ten dzień. Susan Sontag pisała, że proces fotografowania przypomina obecnie wojnę. Spust migawki jest jak spust pistoletu, którego pociągnięcie uwalnia strzał, wizjer jest celownikiem, a samo zdjęcie swoistym aktem przemocy na obrazie i czasie. Chyba już jedynie „otworki” wolne są od tej retoryki, bo kontrola nad tym co robimy wpuszczając do kamery światło bywa niekiedy ograniczona do minimum. A wynik tej konfrontacji jest nieprzewidywalny. To nie było ani osiem sekund, ani minuta, ani półtorej, ale cała wieczność, bo zdarzyć się mogło wszystko...

Na marginesie: bardzo udana integracja całego Kwadratu! I te i nocne rozmowy - o fotografii - do upadłego. Ci, którzy nie byli - niech żałują!

Karolina Gembara

Fotografie otworkowe wykonane przez uczestników pleneru.

Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek
Plener widziany przez otworek