Szkolny Almanach Tekstów - Dagmara Dominik

MFF Kwadrat, II rok

Praca zaliczeniowa
w ramach przedmiotu Autorskie koncepcje fotografii prowadzonego przez Elżbietę Łubowicz (październik 2008)

Dwie różne koncepcje obrazu: picture i image

Ściskając w ręce zaproszenie na wernisaż, weszłam po schodach galerii, rozglądając się za znajomymi. Dawno nie widziałam aż takiego tłumu. Czyżby Paula znalazła inny sposób na zwabienie ludzi do swojego „sanktuarium?”.

Paulina była moją przyjaciółką z lat dziecinnych. Wybrany przez nią zawód nie należał do najłatwiejszych w dzisiejszych czasach. Zafascynowana sztuką, postanowiła otworzyć własną galerię, gdzie mogłaby dzielić się swoją pasją. Wieczna idealistka szukająca nie tylko spokojnego materialistycznego życia, lecz dążąca do przeżywania emocji wyższych, do których niewątpliwie przyczynia się sztuka.

Dziś tematem wystawy wybrała fotografię, w sposób skłaniający od razu do refleksji nad tym medium. „PICTURE czy IMAGE”? Zadziorne pytanie stawiane ludziom. Co wolą i czego oczekują od fotografii. Uśmiechnęłam się do siebie i z lubością oddałam się przyjemności oglądania zdjęć.

W pierwszej sali umieszczono zdjęcia fotografów należących do Kieleckiej Szkoły Fotografii. Moim oczom ukazały się zdjęcia osobliwe, delikatne, harmonijne, wręcz liryczne. Pokazany na tych fotografiach krajobraz przybiera formy i struktury geometryczne. Jest w nich coś poukładanego, a zarazem niespotykanego. Niektóre z prac przypominają dywany, inne kojarzą mi się z wzorami na tkaninach. Są niespotykanie nastrojowe. Kiedy patrzę na nie, ogrania mnie niewysłowiony zachwyt pięknem rzeczy zwykłych. Przecież to tylko pola rolnicze, fragmenty przyrody, których na co dzień nie zauważamy, lekceważymy lub omiatamy wzrokiem, jakby mówiąc im: „nie jesteście warte mego zainteresowania”. Sprowadzamy wręcz do roli upokarzanego, niechcianego przedmiotu.

A jednak przedstawione tam chwilowe kształty krajobrazu oddają wrażenie kapryśnej natury, zmienności nastrojów przyrody. Tutaj obraz fotograficzny jest śladem świata. Wyjęty zatem ze świata piękny obraz powstaje, aby zaspokajać naszą potrzebę obcowania z pięknem. Zamrożony w fotografii, zaczyna być świadomy swego istnienia. A zatem Roger Munier miał rację. Fotografia ma w istocie charakter magiczny. Daleka o tego, aby stać się spojrzeniem na świat, które potrafiłoby nas od tego świata uwolnić, fotografia każe nam się w nim ponownie zanurzyć; ona nas doń przykuwa. Zatem zdjęcia te osaczają, rzucają urok na oglądających je ludzi. Mówią do nas. Bo czyż ukazanie rzeczy wzrokowi nie jest pierwszą wypowiedzią?

Oglądanie tych zdjęć to jak powtarzana regularnie modlitwa dająca pokarm naszej duszy, kierująca nas na inny poziom świadomości. Każdy z nas ma w sobie potrzebę obcowania z pięknem. I takie też są te zdjęcia – piękne. Wprowadzają nas w stan swoistego zaczarowania duszy. Pozwalają się zatrzymać i przebywać w dziwnie błogim nastroju wszechogarniającego spokoju i przyjemności. To osobliwe uczucie można przyrównać do zjedzenia tabliczki czekolady, która wprowadza nasz organizm w stan wręcz euforyczny.

Oczywiście, zdjęcia te nie mają jakiegoś głębszego sensu, mamią nas jedynie swym pięknem. Jednakże czy wszystko musi mieć jakiś głębszy sens? Czy nie jest istotnym to, że pokazują one pewną oczywistość? Świat jest piękny i ta mantra - przypominana w obrazach zaklętych w zdjęciach - daje nam poczucie szczęścia. Jest dowodem na naszą ślepotę, gdyż czasem to piękno dostrzegamy dopiero na zdjęciach.

Drugą salę poświęcono realizacjom fotograficznym Krzysztofa Cichosza. Tutaj obraz fotograficzny staje się kluczem do zrozumienia świata. Jego sens polega na tym, aby świat analizować za pomocą obrazów. Zatem ukazuje pewną optyczną podświadomość, by ująć świat w większej ostrości widzenia od tej, jaka jest właściwa naszym oczom. Poprzez tę realizację widzę w pierwszej kolejności coś na kształt naszego ludzkiego fotograficznego DNA. Pojawiające się obrazy są stałym elementem historii ludzkiej, jak i czasu.

Zawarte w nich treści nie są czytelne od razu, wymagają od nas pewnego wysiłku fizycznego poprzez konieczność wybrania odpowiedniego kąta widzenia, lecz również pewnego wysiłku intelektualnego, aby zgadnąć do jakich innych obrazów się odwołują. Z chaosu drobnych form geometrycznych wyłania się obraz. Choć wystarczy chwila nieuwagi, niewłaściwy krok w przód – i obraz znika w gąszczu swych elementów składowych i warstw. Poprzez ów wysiłek obrazy te nabierają innego wymiaru. Jako odbiorca czuję się wręcz ich współtwórcą poprzez uczestnictwo w odnajdywaniu ich i traceniu wśród tych małych elementów, z których się składają.

Jednocześnie te obrazy uświadamiają mi pewne poczucie czasu historii. Pewien głębszy sens fotografii. Istniejący system kodów obrazowych, który istnieje w naszej pamięci jako element naszego dziedzictwa. Z zadumy wyrwała mnie Paula.

Uśmiechnęłam się do Pauli i powiedziałam:

Literatura: