Szkolny Almanach Tekstów – Dagmara Dominik

MFF Kwadrat, II rok

Praca wyróżniona
w ramach przedmiotu Wielkie Toposy Sztuki prowadzonego przez prof. Andrzeja Kostołowskiego

(maj 2009)

Każdy artysta marzy o wenie. O owym zapale twórczym powodującym powstanie nowych dzieł, które przyniosą mu sławę. Również fotografowi nie obce jest owe uczucie. Marząc o sławie zastanawia się jak szukać owej weny. Jak ją zwabić, aby służyła mu pomocą i radą. Dawała natchnienie. Popychała do rzeczy wielkich.

Mówią, że wena jest albo jej nie ma. Podobno jest piękną, eteryczną muzą, ubraną w zwiewną suknię, czule towarzyszącą wybranemu artyście.

Zastanawiamy się wówczas, gdy nie my jesteśmy owym wybrankiem, dlaczego wybrała kogoś innego. Co on ma takiego, czego my nie mamy? Może wygląd, może intelekt? Czym jest ów wabik na weny?

Porównujemy się z nim wówczas. I za każdym razem ogarnia nas zdumienie. Jesteśmy przecież podobni od niego. Czasem przechodzi nam przez myśl, że może jesteśmy nawet od niego lepsi, a jednak to on, a nie my, ma wenę.

Czym ją więc karmi? Jak zniewala?

Nie widzimy, że człowiek ów pojął tajemny sekret. Nie czeka bezczynnie, aż owa wena przyjdzie, miotając się po pokoju w rozpaczliwych gestach niemocy. Nie usprawiedliwia swej jałowości kaprysami zwiewnej damy.

Lecz... działa.

W jego działaniu istotną jest bezustanna obserwacja. Owa uważność w postrzeganiu obrazów, ich części, struktury, brzydoty czy piękna. To także czujność co do zasłyszanych dźwięków. Wszystko to stwarza bodziec do pobudzania jego wyobraźni. To właśnie dostrzeżone i zasłyszane elementy świata zewnętrznego skłaniają go do tworzenia czegoś nowego, co również w konsekwencji przysparza mu sławy.

Czyżby zwabienie weny było tak banalnie proste. Tylko obserwacja? Tylko patrzenie? Tylko czujność? Czyżby brak weny nie był winą owej zwiewnej damy? Czyżby w naszej ślepocie świata zewnętrznego tkwił sekret naszej niemocy twórczej.

Przechodząc obojętnie obok murów pokrytych różnymi plamami nigdy nie dostrzeżemy w nich podobieństwa do rozmaitych krajobrazów, wielkich równin, dolin czy różnokształtnych pagórków. Gardzimy tym co bliskie, oczywiste i tak mało wyjątkowe. Czujemy, że jesteśmy stworzeni do rzeczy wielkich a te nie tkwią w banale. Zapominamy, że nawet stos pomieszanych kamieni może stanowić wspaniałe źródło inspiracji, pobudzając nasz umysł do nowych pomysłów, choćby nowych kompozycji, czy nowych obrazów. Drwimy z codzienności, odwracamy wzrok od rzeczy niedoskonałych czy w naszym mniemaniu nieatrakcyjnych.

Przecież tam nie chce przebywać wena?

Przyjmujemy za pewnik, że zjawia się ona od czasu do czasu. Raz tu, raz tam. Zatem cierpliwie czekamy na nią w niewidzialnej kolejce. Zapewne kiedyś przyjdzie i do nas.

Leonardo pozbawia nas tego złudzenia. W jego „Traktacie o malarstwie”[1] odnajdujemy wskazówki dla malarza, które przydadzą się zapewne niejednemu fotografowi, w tym wspomnianą wyżej konieczność obserwacji czy to plam na murach albo popiołu z ogniska czy błota, albo innych podobnych rzeczy. Jeśli będziemy w nie patrzyli znajdziemy tam czarujące pomysły.

Warunkiem jednak zobaczenia czegokolwiek jest posiadanie owej zdolności dziecka postrzegania rzeczy przez pryzmat własnej wyobraźni. Patrząc choćby na chmurę zastanówmy się nad jej formą i przekształćmy ją w inny obraz. Wielokrotnie przecież będąc dzieckiem widzieliśmy w takiej chmurze np. słonia czy żyrafę. Nie dziwiło nas to odkrycie. Było przecież czymś tak naturalnym. Jednakże starzejąc się zapominamy o tej wspaniałej umiejętności zabawy z wyobraźnią. Uważamy, że życie wymaga od nas zarzucenia w naszym postępowaniu rzeczy niepoważnych.

Nic bardziej błędnego.

Nie ma chyba nic bardziej czarującego, jak własny magiczny świat. On obdarza nas ową pozytywną energią kreacji rzeczy nowych i niepowtarzalnych.

A zatem nie czekajmy aż wena sama do nas przyjdzie. Nie łudźmy się. Jeżeli sami swym postępowaniem nie zaprosimy jej do współpracy i nie będziemy uważni na odgłosy otaczającego nas świata, to nie odnajdziemy inspiracji do tworzenia zdjęć.

Popatrzmy na świat oczami dziecka. A ten odkryje przed nami wspaniały świat wyobraźni karmiący się elementami świata, w którym żyjemy. Wena tam już na nas czeka. W owym magicznym świecie, pełnym pomysłów i inspiracji. Ale do nas należy pierwszy krok. Nie możemy być ani ślepi, ani głusi. Musimy wyrabiać w sobie ową wrażliwość percepcji. Musimy chcieć dostrzec rzeczy niewidzialne na pierwszy rzut oka.

Pamiętajmy jednak, że do tego aby zrobić dobre zdjęcia potrzebujemy również technicznych umiejętności ich robienia. Sam Leonardo wskazuje, żeby wpierw nabyć umiejętności dobrego wykonania wszystkich części rzeczy, które chcemy przedstawić. Dla malarza byłaby to biegłość pędzla w przedstawianiu części krajobrazów, członków zwierząt, głazów czy roślin. Dla fotografa jest to świadomość dobrego światła, kompozycji obrazu czy perspektywy.

Sztuką bowiem nie jest posiadanie samych pomysłów w naszej wyobraźni. Sztuką jest aby pomysł ten przełożyć na język fotografii możliwie jak najwierniej.

Zatem czy widziałeś wróżkę na śmietniku? Ja wczoraj. A Ty?

[1] Zob. M. Rzepińska, Leonarda da Vinci Traktat o malarstwie, Ossolineum Wrocław 1984r., 42.